05 grudnia 2005

# 167

Pamiętam ktoregoś dnia taką rozmowę z moją licealną przyjaciółką, że gdyby któraś z nas była mężczyzną, to byłybyśmy parą idealną, spędzałyśmy razem wtedy każdą wolną chwilę, praktycznie przez 4 lata ogólniaka zwierzałyśmy się sobie z każdego nowego pryszcza. Mówiła też, że sobie nie wyobraża wygłupiania się ze swoim potencjalnym chłopakiem na taką skalę jak my dwie. Takich głupkowatych rozmów, takich szaleństw i luzu.

Jako że byłam w tym naszym "związku" tą stroną bardziej "wyzwoloną", więc się oczywiście oburzyłam, że jakieś bzdury opowiada, ale po cichu przyznałam jej rację. No bo jak to tak, z facetem swoim osobistym siedzieć w majtkach, włosy rozczochrane i czipsy przed telewizorem jeść. To przecież trzeba powabną być i go uwodzić przez 24 godziny na dobę w pełnym makijażu, nimfą być nieskazitelną, a nie przyziemną babką, co jej pryszcz na nosie wyszedł. Nimfy pryszczy nie mają, cellulitu, włosów nie zrobionych, pudru nie tak nałożonego...

Ale to tylko kwestia wieku, czasu, doświadczenia jak widać. Dla Żużka mogę być prawdziwą kobietą w ładnej bieliźnie, a najlepiej bez, mogę być kumplem w bawełnianej bluzie z którym czasem można sobie kurwnąć, mogę być powiernikiem jego tajemnic poważnych i tych mniej poważnych.

W Kuchni jedna z bohaterek Yoshimoto Banany mówi do drugiej: "Pamiętaj, nigdy nie depiluj nóg przy swoim mężczyźnie, to nie wypada". No niby tak, ale jak razem w tej wannie siedzimy i on łapie za maszynkę, to czemu nie? Wszystko może być zabawą w związku, problemy też można pokonywać wspólnie obracając wszystko w żart. No i oczywiście kierując się radą Elastyny, you need to be more... flexible...

Brak komentarzy: